Przejdź do treści

Grembach

„baraki”

Grembach w mojej świadomości zaistniał dość późno – początkowo podczas moich fotograficznych wędrówkach eksplorowałam głównie centralne części miasta i te bliższe mojemu miejscu zamieszkania. A że zdecydowanie było tam co eksplorować, nie czułam potrzeby rozszerzać ich geograficznie na tak odległe osiedla. Duże oddalenie od głównych szlaków komunikacyjnych, ale też chyba gorszy marketing sprawia, że te okolice nie są znane wielu łodzianom. Sytuacji zapewne nie poprawia fakt, że zwyczajowa nazwa nie jest oficjalnie używana (kwestia nazewnictwa jest problematyczna i stanowi bardzo ciekawy wątek) i miasto ogólnie nie czuje potrzeby pielęgnowania tego fragmentu dziedzictwa. A że jest to miejsce zdecydowanie warte uwagi, dowodzą oddolne działania mające na celu zachowanie historii skupionej wokół fabryki „Ariadna”.

Tam jest ciekawie w tych barakach. Tam różni ludzie mieszkają. Znaczy niektórzy myślą, że tam mieszka tylko, że tak powiem, gorszy sort. Ale tam mieszkają też normalni, zwykli, pracujący ludzie. I mówią, że kiedyś to było pięknie. Każdy miał swój ogródek, każdy miał… Teraz też się zrobiło tak… (…) Ale jak mi ludzie opowiadają, jak tu było 30 lat temu, to mi mówią, że tu była zielona oaza, każdy miał swój ogródek z kwiatami, ławeczkę, no i było takie miłe, przyjemne osiedle, małe. A teraz jest tu trochę takich różnych ludzi, wysiedlają z miasta, no i się tak zrobiło mniej ciekawie, mniej przyjemnie.

właścicielka kwiaciarni przy ul. Czechosłowackiej

Nie jest tu wesoło. Znaczy my żeśmy się już, ci starsi lokatorzy, to myśmy się przyzwyczaili. Z tym że ja wezmę sobie leżaczek i wyjdę, a w mieście tego nie ma. I głowa mnie nie boli, bo mam świeże powietrze. (…) I z jednej strony nie chciałabym się stąd wyprowadzić nigdzie, bo mi jest tu dobrze. Mimo wszystko człowiek się przyzwyczaja i, no, no, tu jest inne powietrze niż w mieście. I to jest tylko z tym dobrze. Ale tak to, poza tym, to jest makabra, makabra.

mieszkanka

Oni myślą, że my tutaj, najbardziej biedniejsi ludzie mieszkają! Że nic nie płacą za mieszkania, sama patologia. A to normalni ludzie są! A żeby wiedzieli, ile my, kurwa, płacimy za te mieszkania, to by im ręce opadły.

mieszkańcy

Mnie tutaj zwabił niedługi artykuł w lokalnym serwisie informacyjnym, na jakie cyklicznie można trafić, szczególnie w sezonie ogórkowym. Opisywane są w nich takie miejsca jak „Berlinek” czy osiedle „na dołku”, które dla mieszkańców stanowią pewnego rodzaju egzotykę, szczególnie jeśli reprezentują tak odróżniającą się architekturę. Tereny na wschód od ul. Niciarnianej charakteryzują się dość gęstą siatką równoległych, kameralnych uliczek z zabudową jednorodzinną, której część zachowała po dziś dzień historyczny charakter, lecz mnie początkowo interesowały głównie tzw. baraki ulokowane niejako „na tyłach” fabryki. Mimo że do tej pory zdążyłam poznać te tereny dużo lepiej, m.in. w trakcie prac nad publikacją „Grembach. Etnograficzny przewodnik po osiedlu” opracowanej przez Instytut Etnologii UŁ, to cały czas głównym skojarzeniem z niemiecko brzmiącą nazwą są te parterowe, ceglane domy.

Za co tu tak naprawdę płacić? Ludzie w blokach, w kawalerkach mają dużo lepsze wygody, a płacą dużo mniej niż my tutaj. Wie pani co, że ja płacę 700 złotych za mieszkanie i nie mam ani wody ciepłej, ani ogrzewania, wszystko muszę sama robić.

mieszkańcy

15 lat temu wszedł [przepis], że nie mogą dawać mieszkania bez wody, bez toalety i bez łazienki. Ale jak ja poszedłem do urzędu: „W Unii jesteście czy nie?”, „Panie! Gdzieś pan w Unii jest, pan jest w Łodzi”! Taka gadka jest z nimi.

mieszkaniec

Oczywiście usytuowanie osiedla nie jest przypadkowe, ponieważ zostało one założone dla robotników dzisiejszej „Ariadny”. Jak w innych punktach miasta, domy powstały u schyłku XIX wieku i oferowały słabe warunki sanitarne. Nie będzie pewnie dużym zaskoczeniem, kiedy powiem, że zachowały się one w niemal niezmienionym kształcie do dziś. Kiedy pierwszy raz pojawiłam się tutaj latem 2017 roku, urzekła mnie kameralna atmosfera i subtelny urok prostej, ceglanej architektury. Mieszkańcy opowiadali mi o przyjemnej, zielonej okolicy, ale skarżyli się na problemowych lokatorów kwaterowanych tu przez miasto, którzy demolują i rozkradają wyremontowane mieszkania. Nie sposób było nie dostrzec opłakanego stanu części zabudowy i wszechobecnego chałupniczego łatania niedostatków infrastruktury. Wprawne oko wyłapało też przejawy symbiozy z fabryką, szczególnie przybierające postać szpulek po niciach (przypominających trochę przerośnięte wałki do włosów) jako budulca ogródkowych konstrukcji.

Na pewno się zmieniło. Wydaje mi się, że tu było więcej ludzi, więcej się kręciło ludzi. Jak akademik działał, to było zupełnie inaczej. Teraz zrobiło się dużo smutniej. Niby jest szpital nowy, ten nowy budynek jest oddany, ale nie jest lepiej. Jakoś ludzie tak, znikają.

właścicielka kwiaciarni przy ul. Czechosłowackiej

Wszystko się zmieniło, bo się wszystko wali. Jak sobie człowiek nie wyremontuje mieszkania, to mieszka w wielkim syfie. Miasto zapomniało o nas. Pan Bóg i ludzie zapomnieli o nas. (…) Był pani prezydent dwa lata temu i też obejrzała, popatrzyła, i zabrała się, i poszła. Okropnie. (…) Jeszcze dostałam burę od administracji, że sobie samowolnie wymieniłam okna, a czekałam trzy lata, aż szyby zaczęły wylatywać. Ale nie daj Boże, nie zapłacić, to monit za monitem idzie.

mieszkanka
2017

Jednak fala frustracji, niemocy i beznadziei, jaka wylała się na mnie podczas wizyty w 2021 roku, przerosła moje oczekiwania. Przyznam, że historie o zmaganiach z fatalnymi warunkami mieszkaniowymi i bezduszną machiną urzędniczą nie przestają na mnie robić wrażenia, ale nie szokują mnie już tak bardzo, bo stykam się z nimi na każdym kroku podczas pracy nad projektem. Tutaj dostałam to w zwielokrotnionej dawce. Pierwsze rozmowy z pojedynczymi mieszkańcami zasygnalizowały problemy, ale dopiero kiedy zaczęli dołączać kolejni sąsiedzi, zainteresowani ruchem pod oknami, ukazali mi dramatyzm sytuacji w całej rozciągłości.

Do komórek już nie można wchodzić. Do komórek nie wolno, do pralni nie wolno, na strych nie wolno, bo, proszę pani, wszędzie się zawali. A jak ja kupuję opał, bo ja palę węglem, nie stać mnie na centralne, na różne takie inne. Więc ja mam policjanta postawić pod komórką, żeby mi opał pilnował przez całą zimę?

mieszkanka

No mieli pieniądze, nie wiem, przepili czy co zrobili, nie mam pojęcia. No bo my już różnymi kategoriami myślimy. No bo Księży Młyn też jest nieskończony, tak, ja to wszystko rozumiem, ale tu to już zakrawa o wszelkie granice. Śmieci nie chcieli zabierać, bo tam podwozia czy coś się urywały, pogotowie nie chce wjechać, nie daj pani Boże, niech by się paliło, straż też nie przyjedzie. No, policja jak wjeżdża, to zostawiają samochody tam, na brzegu i sobie spacerują.

mieszkanka

Jak wcześniej był kierownik (…), to powiedział, żeby sobie folią pozakrywać. Mało tego, to jeszcze wziął zakaz tu wchodzenia, grozi zawaleniem. No a gdzie to wszystko trzymać? I co, tonę węgla do domu weźmie?

mieszkańcy o komórkach z zawalonymi dachami

A tu o, zobacz pani, jakie jest zalane w cholerę, w środku wszystko zalane. I jak ja mam tu coś trzymać? Kupiłem, wszystko wyrzucę. (…) Wszystko leje się.

mieszkańcy pokazując komórki

I wiecznie mówią „nie płacą, nie płacą”. Niech lumpów nie wprowadzają, to będą płacić! Bo my, starzy lokatorzy to nic nam nie zrobili. Nowi przychodzą, to wyremontowane na tip-top. I podłogi, i okna, i wszystko. A oni to wszystko zniszczą.

mieszkańcy

Osiedle wpisane jest do Gminnej Ewidencji Zabytków, co, rzecz jasna, utrudnia jakiekolwiek prace modernizacyjne i konserwacyjne, a miasto ogranicza się tylko do obietnic kolejnych środków wyłożonych na remonty, które nigdy się nie pojawiają. Plany rewitalizacji można znaleźć m.in. w Gminnym Programie Opieki nad Zabytkami na lata 2014-2017. Najemcy skarżą się na brak mediów, zawalone komórki (które służą m.in. do trzymania węgla na opał) i wykorzystywanie ich jako element gry politycznej podczas kampanii. Wiele gorzkich słów pada w stronę urzędników oraz samej prezydent Zdanowskiej, która odwiedzała ich, obiecując poprawę warunków, która nigdy nie nastąpiła.

Pani Zdanowska to wiadomo, jak to każdy polityk, wszystko ukrywa. Ona przyszła i powiedziała, że będzie droga zrobiona, że wszystko… Było 40 tysięcy i 40 tysięcy na komórki zniknęło razem z kierownikiem administracji!

mieszkańcy

Oni [UMŁ] czekają tylko na to, żeby to się zawaliło. Tu jest dużo osób starszych, które wiadomo… No, oni, wiadomo, jak to politycy działają. Mnie się wydaje, że oni po prostu niczego nie zrobią, bo to są za duże pieniądze. (…) Oni czekają, aż to się rozsypie, ludzi powyprowadzają, deweloper tu wejdzie, wie pani, piękny teren, do końca Nowogrodzkiej to jest duży teren. To jest jedyne wyjście. Bo gdyby oni mieli coś robić, oni już by powoli coś robili. Teraz jest problem, ale dam sobie głowę uciąć, że po tej zimie te wszystkie komórki będą zawalone.

mieszkaniec

Tu teraz jest nic nie robione. A jak przed wyborami miała pani Zdanowska tu przyjść, to firmy sprzątające własne rodziny i dzieci brały, tylko żeby to wyglądało. Każdy wie, jak to wszystko działa. (…) A jak ekipa [telewizyjna] przyjechała, to nie lokatorzy byli, tylko ona ekipę swoich przywiozła, obstawiła ich, ona w środku, a my, szare myszki, z boku.

mieszkańcy

Rozgoryczenie i pasja, z jakimi lokatorzy oprowadzają mnie po kolejnych zawalonych budynkach, rozjeżdżonych, dziurowych drogach gruntowych, (latem pył, jesienią błoto po kostki, karetki nie chcą dojeżdżać), zarośniętych terenach zielonych, opowiadają o wysokich kosztach utrzymania (na które składają się w dużej mierze nakłady na ogrzewanie) w mieszkaniach o niskim standardzie, pokazują, jak bardzo są postawieni pod ścianą – wykorzystują każdą szansę na poprawę swojego losu. Trzeba też podkreślić, że nie czują się oni gorsi, nie czują się patologią, podkreślają, że nie wstydzą się kim są i gdzie mieszkają. W dużej mierze to uczciwi, ciężko pracujący ludzie, którzy oczekują jedynie szacunku i zapewnienia podstawowych potrzeb przez miasto.

Jaka to jest wizytówka na szpital? (…) Na przystanku się ile razy stoi i ludzie mówią „tutaj to jakieś slamsy”! A przecież nie wszyscy… Najgorsza to jest wizytówka. Bo jest szpital, ten szpital jest bardzo ruchliwy, jest dużo ludzi. Ale jak ktoś tu przyjeżdża, spojrzy się, to mówi „kurwa, gdzie ja jestem”!

mieszkańcy

więcej zdjęć z tego miejsca